Jako przykład podajmy sytuację z roku 1986, przed katastrofą Challengera, w której zginęło siedmiu astronautów. Toczyła się wtedy gorąca dyskusja między dwoma inżynierami z koncernu, który wyprodukował części do promu kosmicznego, a szefostwem NASA. Inżynierowie twierdzili, że lot jest obarczony zbyt dużym ryzykiem z powodu mrozów na Florydzie. Wyjaśniali, że niektóre z przewodów paliwowych nie są dostosowane do tak niskiej temperatury, co może wywołać spadek ciśnienia w czasie lotu i tym samym stworzyć zagrożenie dla statku i załogi.Kierownictwo NASA zignorowało ostrzeżenia inżynierów, którzy przecież mieli zdecydowanie najlepsze kwalifikacje do wydawania ocen na temat złożonych problemów technicznych w czasie lotu.
